Przychodzi mama 23- latka. Jest jeszcze w szkole specjalnej. Ale nie można już przedłużyć pobytu. Pewnie dobrze, bo rozciąganie działań edukacyjnych dla człowieka ze znacznym stopniem niepełnosprawności, mającego trudności w czytaniu, nie wydaje się sensowne. Chociaż pewnie edukatorzy myślą inaczej. Chłopak gra i śpiewa. Ale przecież trudno sprowadzać jego życie do okazjonalnych występów na akademiach. Więc może warto pomyśleć nad zmianą perspektywy: muzyka może być miłym hobby, a zdobywanie umiejętności codziennego życia drogą w stronę samodzielności. To może być tak, jak z Marysią: zawsze uczono ją śpiewać i nawet babcia przez telefon włączała jej piosenki w program radiowy. Problem był taki, że Marysia nie umiała sama jeść. Może się to wydawać dziwne, skoro człowiek ma ręce. Po prostu specjaliści od rozwoju artystycznego zajmowali się czymś innym. Codzienne, zwyczajne życie pozostało na uboczu. Dzisiaj jest inaczej, a śpiewanie wcale nie przeszkadza w większej niezależności.
Żyję więc jestem




