Książki szkodzą?

Nie chodzi o dawne utyskiwania, że od czytania psują się oczy. Dzisiejsze troski dotyczą tego, czy książki nie zepsują dzieci, a właściwie  stosowanych przez  nas stylów wychowania. Kubuś Puchatek, Calineczka, Mikołajek, Dzieci z Bullerbyn – oto groźne tytuły. Można w nich znaleźć przemoc, brak tolerancji, seksizm, koncentrację na wyglądzie zewnętrznym, przypisywanie tradycyjnych ról. Dbający o oryginalność dorośli wpisują się w schemat narzucanych im stylów życia. Książka, film, przesłanie specjalisty i celebryty stają się przepisem na życie. Podobnie jak w naszej pracy dokument określający człowieka. Jest niepełnosprawny, ale czy ma prawo być w takim lub innym SDS czy WTZ? Nie jest ważne, jak z nim pracujemy, tylko,  co jest na papierze. A gdyby zmienić spojrzenie? Może nie ma przepisów na życie człowieka? Może jego życie jest książką, którą czytamy będąc z nim, a nie wypracowaniem odpowiadającym na oczekiwania tworzących schematy?